List otwarty do przyjaciół z Lewicy

Ostatnie lata, a nawet dziesięciolecia, znamionuje głęboki, kto wie, czy nie najpoważniejszy w jej historii, kryzys polskiej lewicy. Jest to zjawisko na skalę niespotykaną w krajach europejskich, posiadające być może pewną analogię wyłącznie na Węgrzech. Jego źródła są wielorakie, przy czym wszystkie one mają wybitnie strukturalny, systemowy charakter. Próbując je w jakimś stopniu uszeregować, wspomnieć należy o:

1) zjawisku dyskredytacji postkomunistów poprzez ich kooptację do systemu wyzysku tworzonego w ramach neoliberalnej transformacji systemowej;

2) przegranej walkowerem walce o historię – pamięć o dokonaniach cywilizacyjnych powojennej epoki demokracji ludowej w krajach Europy Środkowej;

3) porzuceniu dyskursu sprawiedliwości społecznej na rzecz retoryki drobnych, kosmetycznych korekt kapitalizmu;

4) rezygnacji z apelu patriotycznego i antyimperialistycznego na rzecz retoryki kosmopolitycznej i antytradycyjnych haseł utrzymanych w duchu zachodniej poprawności politycznej;

5) orientacji na agresywny blok atlantycki w miejsce idei harmonijnej współpracy i ewolucyjnej integracji przestrzeni eurazjatyckiej

Pięć wymienionych przyczyn zapaści lewicy szeregować można w dowolnej kolejności, jednak bezspornym pozostaje fakt, iż to właśnie one doprowadziły do wieloletniej dominacji niewiele się od siebie w istocie różniących dwóch antyludzkich i antyspołecznych bloków w postaci orientacji neoliberalnej (w Polsce ciąg partii: Kongres Liberalno-Demokratyczny, Unia Wolności, Platforma Obywatelska, Nowoczesna oraz czołowe media tego obozu jak Gazeta Wyborcza, TVN, Newsweek, Polityka) oraz orientacji neokonserwatywnej (Porozumienie Centrum, Ruch Odbudowy Polski, Prawo i Sprawiedliwość, częściowo Kukiz’15 i media, jak Gazeta Polska, TVP pod obecnym kierownictwem, Do Rzeczy czy W Sieci). Przy całkowitym unicestwieniu lewicy, to właśnie te środowiska nadały trwały kształt współczesnemu polskiemu dyskursowi publicznemu, pomimo toczonych przez nie wewnętrznych waśni i kłótni w rodzinie, których najlepszym przykładem są losy braci Jacka i Jarosława Kurskich. Przegrana demokracji polegającej na rzeczowej wymianie poglądów w ramach racjonalnie prowadzonej debaty publicznej doprowadziła do tego, że niniejszy list do przyjaciół z lewicy piszę jako więzień polityczny za kratami słynnego mokotowskiego aresztu. Dlatego proszę Was, moi drodzy, by nie raziła Was ostrość niektórych wypowiadanych przeze mnie sądów.

Krytykę porozumień zawartych w 1989 roku przy tzw. okrągłym stole oraz w Magdalence uznać trzeba za ze wszech miar słuszną i uzasadnioną. Źródła patologii systemu społeczno-gospodarczego, która zawładnęła Polskę jako tzw. transformacja systemowa, tkwią jednak w okresie wcześniejszym. Podwaliny neoliberalnego kapitalizmu wznieśli swoją deregulacyjną działalnością ustawodawczą ludzie z ekipy Mieczysława Rakowskiego w 1988 roku. Grabarze polskiej gospodarki, dochodząc do konsensusu w sprawie podziału łupów w latach 90-tych, mieli już tym samym gotową bazę instytucjonalno-prawną, opartą na niekwestionowanym dogmacie wyższości własności prywatnej nad innymi formami własności. Założenia doktrynalne konsensusu waszyngtońskiego były gotowe; pozostało rozpoczęcie procesu prywatyzacji z udziałem wywodzącej się z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej nomenklatury. Znakomicie ten proces opisywał prof. Jacek Tittenbrun w monumentalnej pracy „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji”. Mechanizm polegał na uwłaszczeniu się kadr zarządzających przedsiębiorstw państwowych poprzez doprowadzenie do ich upadłości i przejęcie składników ich majątku za symboliczne kwoty. Wprowadzona uprzednio deregulacja sprawiała, że działania tego rodzaju wymykały się kwalifikacjom prawno-karnym. Kapitalizm nomenklatury rozwijał się aż do końca ostatniej dekady XX wieku, gdy upadł pod naciskiem forsowanego przez postsolidarnościowych neoliberałów dostosowania do statusu neokolonialnego w ramach globalizacji. Tragiczne skutki społeczne tzw. reform próbowali łagodzić nieco tylko nieliczni politycy o orientacji socjaldemokratycznej, jak prof. Grzegorz Kołodko. Nikt jednak nie rozważał już nawet możliwości zmiany kierunku rozwoju gospodarczego Polski, porzucenia neoliberalizmu. Współudział tzw. reformatorskiego skrzydła wyprowadzającego sztandar PZPR w 1990 roku w dziele niszczenia polskiej substancji gospodarczej i tkanki społecznej nie budzi wątpliwości. Wielu postkomunistów przedzierzgnęło się w bezwzględnych wyzyskiwaczy, z drwiącym uśmiechem odnoszących się do sprawiedliwości społecznej i wszystkich żądań realizacji jej zasad. Lewica postpeerelowska zaczęła w rezultacie być synonimem formacji neoliberalnej; to jej przedstawiciele utożsamiani byli z nieludzkim, depczącym ludzką godność kapitalizmem. Nie miało już znaczenia to, że zdecydowana większość byłych członków PZPR znalazła się wśród wyrzuconych przez system poza margines życia społecznego. Wąska i nieliczna grupa jednej z frakcji tej partii kreowała wizerunek wszystkich byłych posiadaczy partyjnych legitymacji. Doszło do sytuacji, gdy nawet przymierających głodem emerytów z przeszłością w PZPR podejrzewano o ukrywanie niebotycznych, wynikających z rzekomej przynależności do układu, majątków. Falsyfikacja rzeczywistości posłużyła siłom neokonserwatywnej prawicy do utrwalenia przekonania, iż genetycznym źródłem wszelkiego zła w życiu społecznym i oplatającej struktury państwa przestępczości, jest postkomunizm. Pierwotnie pojęciem tym posługiwała się w swych, dość celnych i błyskotliwych, analizach prof. Jadwiga Staniszkis, jednak po latach stało się ono słowem-wytrychem, wchodząc do uproszczonego leksykonu prawicy, zatracając swe pierwotne znaczenie. Przykładem może tu być choćby, niezły skądinąd, film fabularny „Układ zamknięty” opisujący patologie życia gospodarczego i zjawisko korupcji. Grany przez Janusza Gajosa prokurator Kostrzewa jest nie tylko uosobieniem układu, ale przede wszystkim byłym członkiem PZPR, podobnie jak jego wspólnicy z innych organów władzy, z którymi ów układ tworzy. Tym sposobem to właśnie partia rządząca w PRL ma być źródłem i przyczyną zła, nawet po wielu latach od upadku Polski Ludowej. Odpowiedzią neokonserwatystów z PiS jest kontynuowane polowania na postkomunistyczne czarownice – dekomunizacja, wyrzucanie z pracy każdego, kto otarł się o PZPR (np. wśród policjantów wywodzących się z Milicji Obywatelskiej), wołanie o rozliczenia będących już w wieku emerytalnym funkcjonariuszy partyjno-państwowych doby PRL. Prawica błędnie lokalizując rzekome źródła zła w systemie, tworzy w ten sposób zasłonę dymną przesłaniającą istnienie i sprawstwo faktycznych mocodawców i beneficjentów systemu: globalne korporacje i ich najemników sterujących nadwiślańskim kapitalizmem. Jednym słowem, konwersja grona reformatorów z PZPR dokonana w imię osiągnięcia osobistych korzyści wywarła trwałe piętno na sposobie postrzegania lewicy i lewicowości w świecie współczesnym. Odrzucenie tej szkodliwej stygmatyzacji wymagałoby radykalnego odcięcia się byłych członków PZPR od reformatorów-liberałów z dawnej nomenklatury. Byłby to proces bardzo trudny, o ile w ogóle możliwy. Lewica PZPR prawdopodobnie bezpowrotnie utraciła szansę na stworzenie postkomunistycznej lewicy z prawdziwego zdarzenia, na wzór Komunistycznej Partii Czech i Moraw. Czescy komuniści nie wstydzili się swych biografii i poglądów. Nasi w zdecydowanej większości przypadków wybrali pokorne chowanie głowy w piasek, lub cudowne nawrócenie na prosystemową socjaldemokrację.

Utożsamienie postkomunizmu z podtekstem politycznym, biznesowym i towarzyskim jednoznacznie negatywnie odbieranego procesu transformacji systemowej ugruntowało przekonanie o rzekomo zbrodniczym, totalitarnym charakterze Polski Ludowej. Postsolidarnościowa prawica podjęła od początku zażartą walkę o kontrolę świadomości zbiorowej Polaków, w której historia przestała być traktowana jako nauka o charakterze idiograficznym (odtwarzającym fakty, ich przyczyny i skutki), a przekształciła się w politykę historyczną. Lewica czy postkomuniści zbyt byli zajęci podziałem kapitalistycznego tortu by zwrócić uwagę na kwestie w sferze tak dla nich abstrakcyjnej nadbudowy. W efekcie mamy do czynienia z całkowitym monopolem neokonserwatywnej prawicowej narracji historycznej w Polsce. Walka o prawdę na temat Polski Ludowej i jej gigantycznego wkładu w awans cywilizacyjny Polaków nie została nawet podjęta; prawda została oddana walkowerem manipulatorom i fałszerzom dziejów najnowszych. Symbolicznym aktem białej flagi były zabiegi czynione przez niektórych polityków Sojuszu Lewicy Demokratycznej na rzecz rehabilitacji zdrajcy i szpiega CIA, Ryszarda Kuklińskiego. Kolejnym krokiem było powstanie Instytutu Pamięci Narodowej i innych instrumentów polityki historycznej. Kolejne przypadki opluwania wybitnych postaci Polski Ludowej, coraz brutalniejszy język usuwający ze wspólnoty narodowej uczciwych państwowców i zasłużonych obywateli PRL pozostawały bez żadnej odpowiedzi. Apogeum metapolitycznego triumfu neokonserwatystów stanowią czasy obecnego rządu PiS. Miejsce do którego wtrąciła mnie rządząca dziś partia ma się niebawem stać Muzeum Żołnierzy Wyklętych. Wszechobecna heroizacja bandytów, którzy mordowali po wojnie nie tylko funkcjonariuszy odrodzonego Państwa Polskiego, ale również cywilów – kobiety i dzieci, pokazuje poziom ślepej nienawiści do Polski Ludowej tych, którzy nierzadko są zbyt młodzi by nawet pamiętać ostatnie lata jej istnienia. Nie ma przy tym miejsca nawet na nieśmiałe próby niuansowania ocen historycznych, wykluczana jest z góry wszelka debata. W tych warunkach bardzo łatwo jest powoływać do życia inne, nowe mity czego najlepszym przykładem jest mitotwórstwo smoleńskie. Jak słusznie, podczas niedawnego Kongresu Kultury, zauważyła prof. Maria Janion: „Obserwujemy zwrot ku kulturze upadłego epigońskiego romantyzmu; kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk, jako nowy mesjanistyczny mit, mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżanych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce mit martyrologiczny.” Lewica, poza nielicznymi, raczej niszowymi wyjątkami, nie oferuje dla narracji antykomunistyczno-neokonserwatywnej żadnej alternatywy. To dobrze, że istnieją środowiska przypominające dorobek takich postaci jak Stanisław Brzozowski, Ludwik Krzywicki czy Edward Abramowski. Wszyscy jednak boją się panicznie przypominania zasłużonych dla kraju intelektualistów i myślicieli doby Polski Ludowej. To dobrze, że wciąż niektórzy pamiętają o zasługach rozbiorowej i międzywojennej Polskiej Partii Socjalistycznej, warto też jednak zachować w pamięci dokonania polityków z PZPR – choćby talent i nieugięty charakter Władysława Gomułki czy gospodarczy patriotyzm Czesława Bobrowskiego. Polska Ludowa stanowi część spuścizny polskiej lewicy czy się to komuś podoba czy nie. Nie wolno jej oceny pozostawiać neokonserwatywnym propagandystom dążącym do wyrzucenia na śmietnik historii dzieła i życia naszych ojców i dziadków. Niech oni mają swoich Żołnierzy Wyklętych, my przeciwstawimy im swoich, wśród których powinno znaleźć się miejsce dla Gwardii Ludowej, Armii Ludowej, Dąbrowszczaków, Kościuszkowców, a nawet bohaterskich żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego walczących z bandami ukraińskich nacjonalistów. Wszystko to rzecz jasna przy potępieniu wynaturzeń epoki stalinizmu

Kolejna niezwykle istotna kwestia wiąże się w pewnym stopniu z zagadnieniem klasowego usytuowania grupy postkomunistów w gronie posiadaczy i polega na przyjęciu przez całą niemal lewicę minimalistycznego projektu reformistycznego. Jej zwolennicy zdają się zapominać fakt, iż kapitalizm jest w swej istocie niereformowalny, to jest przy wszystkich zmiennych parametrach technologicznych, niezmienną pozostaje jego rdzeń i hierarchia wartości. Wszelkie kosmetyczne korekty lansowane przez socjaldemokratów są trendami tymczasowymi po których następuje zwykle jeszcze dalej idąca w kierunku deregulacji i deetatyzacji reakcja neoliberalna. W rezultacie socjaldemokracja przesuwa się w kierunku zarysowującego cały mainstream liberalnego centrum. Jest to zjawisko ponadnarodowe, szczególnie w skali europejskiej. Zapoczątkował je zjazd Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) w Bad Godesberg, kontynuował manifest socjaldemkratycznej Trzeciej Drogi Gerharda Schroedera i Tony’ego Blaira, a tendencja trwa do dziś i nawet nabiera tempa. Wskutek odejścia socjaldemokratów od idei sprawiedliwości społecznej w niektórych krajach miejsce centrolewicowych ugrupowań zajmuje bardziej wyrazista konkurencja (Syriza w Grecji czy Podemos w Hiszpanii). W Polsce jedna wydaje się, że taki proces nie ma jeszcze miejsca, być może w wyniku tego, że kryzys lewicy jest znacznie głębszy, a jej klęska bardziej druzgocąca. Reformizm socjaldemokratyczny w tych specyficznych warunkach realizuje neokonserwatywny PiS. Paradoskem jest fakt, że rządy partii Jarosława Kaczyńskiego idą w tym względzie znacznie dalej niż niegdysiejsze gabinety SLD. Duża część lewicy nadal jednak nie rozumie nie tylko konieczności zdecydowanego i trwałego naruszenia fundamentów kapitalizmu, które stanowią struktura własności i brak regulacji cen, ale nawet dość oczywistego, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, faktu iż socjaldemokracja nie jest w stanie w dziedzinie reformizmu socjalnego przelicytować PiS. Dlatego nieodzowne wydaje się uzgodnienie minimum programowego opcji niekapitalistycznej zaproponowanego przez Zmianę i opartego na uznaniu niezbędności nacjonalizacji, regulacji cen i minimalnego dochodu gwarantowanego. Czas się jasno określić: jeśli domagasz się reform kapitalizmu, znaczy udzielasz mu wsparcia, jeśli kwestionujesz obecny ład, uderzasz w jego fundamenty. Tertium non datur.

Skoro, jak stwierdziliśmy powyżej, reformiści porzucili rolę obrońcy wyzyskiwanych i poniżanych, musieli zidentyfikować inne grupy w swoim mniemaniu dyskryminowane i domagające się równouprawnienia. Stworzono zatem wyimaginowany zamiennik proletariatu składający się z różnobarwnych mniejszości, o niejednokrotnie wzajemnie sprzecznych interesach. Co bowiem łączy, na przykład, religijnego muzułmańskiego imigranta z gejowskim aktywistą? Miejsce konfliktu klasowego bazującego na realnie występujących przeciwieństwach, zajął konflikt postmaterialistyczny oparty na przekonaniu o istnieniu sprzeczności w istocie wyimaginowanych bądź drugorzędnych. Jednym z najbardziej wyrafinowanych kłamstw kapitalizmu stało się upowszechnienie, nawet wśród lewicy, przeświadczenia że nie ma dlań alternatywy. W wyniku tego przekonania wyeliminowana została wszelka debata publiczna dotycząca fundamentów systemu. Neokonserwatywna prawica wprowadziła skutecznie do obiegu publicystycznego i leksykonu sporów politycznych, oksymoron „liberalna lewica” i przymiotnik „liberalno-lewicowy”. Tymczasem adwersarze, których neokonserwatyści z PiS mają na myśli, nie są ani lewicowi ani nawet liberalni. Lewica oznacza bowiem uznanie istnienia interesu wspólnotowego (od postaw komunitarystycznych do kolektywistycznych), mającego prymat nad interesem jednostkowym, prywatnym. A jak jest z liberalizmem poprawnych politycznie środowisk wywodzących się z reformistycznej socjaldemokracji? Nie czas i miejsce na rozważania o sprzecznościach różnych nurtów myśli liberalnej, ale warto tylko zaznaczyć, że politycy o których mowa naruszają i/lub wzywają do ewidentnego odrzucenia podstawowej dla wolnościowej myśli okcydentalnej idei rozdziału sfery prywatnej od przestrzeni publicznej, wzywając wszystkich do manifestowania swej orientacji seksualnej, a jednocześnie zakazując przestrzegania niemodernistycznych praktyk religijnych. Gwałcą zatem wolność ludzką, stanowią rewers opcji neokonserwatywnej z którą toczą zaciekłe boje. Żadna z tych orientacji nie mogłaby w tym świecie wyimaginowanego konfliktu funkcjonować bez strony przeciwnej. Są też obszary, które tzw. lewica oddała całkowicie we władanie prawicy. Najistotniejszym z nich jest patriotyzm i przywiązanie do wspólnoty narodowej tradycji, historii, języka. Odżegnywanie się od Polski i polskości przez obóz reformistów doprowadziło do tragicznej sytuacji, w której biało-czerwone maski bez zażenowania przywdziewają neokonserwatyści zapraszający imperialne wojska obcego mocarstwa nad Odrę i Wisłę. Tzw. lewica porzuciła zaś zupełnie wszelki przekaz nawiązujący, choćby nieśmiało, do polskich mitów narodowych cementujących wspólnotę. Fundamentalnym problemem socjaldemokratów jest zatem odrzucenie myśli o strukturach tożsamościowych społeczeństwa zarówno klasowych jak i narodowych. Tymczasem żaden ruch lewicowy nie zyskał do tej pory większego trwałego poparcia jeśli nie odwoływał się do uczuć wspólnotowych nie tylko na poziomie struktur klasowych, ale też tożsamościowych i narodowych. Przykłady można mnożyć w różnych częściach świata: od boliwariańskich krajów Ameryki Łacińskiej po czerpiące z projektów emocji patriotycznych w latach swych największych sukcesów, socjaldemokratyczne partie skandynawskie (np. w Finlandii i Szwecji). Powrót lewicy na pozycje suwerenistyczne i narodowe wcale nie musi być trudny – wystarczy sięgnąć po klasyków w rodzaju Bolesława Limanowskiego i Kazimierza Kelles-Krauzego, czy przypomnieć sobie obchody 1000-lecia Państwa Polskiego i rocznice bitwy pod Grunwaldem, organizowane przez władze Polski Ludowej.

Ostatni z zasygnalizowanych na wstępie problemów – źródeł uwiądu lewicy, sytuuje się na osi geopolitycznej. W 1999 roku Rzeczpospolita przystąpiła do agresywnego paktu militarnego stanowiącego zbrojny instrument neoliberalnego kapitalizmu. Przeciwko akcesji do NATO w polskim parlamencie zagłosowało dwóch posłów z ław narodowo-katolickiej prawicy. Lewica postkomunistyczna entuzjastycznie poparła militarne podporządkowanie Polski Waszyngtonowi. Lewica postsolidarnościowa milczała. Dziś po kolejnych zbrodniach USA i ich sojuszników, nikt po lewej stronie polskiej sceny politycznej nie powinien mieć żadnych wątpliwości – należy z szeregów tej przestępczej organizacji niezwłocznie wystąpić. A jednak myśl taka kiełkuje tylko wśród nielicznych działaczy identyfikujących się z nurtem lewicowym. Zdecydowana większość tkwi w miazmatach doktryny atlantyckiej lub euroatlantyckiej lansowanych przez neokonserwatystów. Ulegają presji mitu o rzekomym zagrożeniu ze strony Rosji, choć jest to jedyny z naszych wschodnich sąsiadów, w którym nie pojawiały się nigdy pretensje terytorialne pod naszym adresem. Drżą przed złowieszczo odmienionymi przez wszystkie przypadki nazwiskami „dyktatorów”, choć to Pułkownik Kadaffi i Prezydent Baszar Al-Assad byli gwarantami bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Nie przeszkadza im fakt, że amerykański „sojusznik” wszelkimi sposobami stara się dławić rewolucje boliwariańską w Ameryce Południowej i Środkowej. Wreszcie nie dostrzegają prostego faktu, iż tylko integracja gospodarcza eurazji stworzyć może alternatywę wobec TTIP i innych globalistycznych projektów Waszyngtonu. Wierzą za to entuzjastycznie w obecny model integracji europejskiej, choć nie ma ona zbyt wiele wspólnego z europejskim modelem społecznym, który legł niegdyś u jej podstaw.

Wydaje się, że stoimy obecne przed wyjątkowo wyraziście zarysowanym pytaniem czy polska lewica jest w stanie sformułować jasną i czytelną alternatywę wobec współtworzonego przez zmieniających się u władzy neoliberałów i neokonserwatystów systemu. Alternatywę odcinającą się i gotową rozliczyć skutecznie patologię w postaci tzw. transformacji systemowej, przywrócić właściwy obraz najnowszej historii Polski, stanąć niezłomnie w obronie zasad sprawiedliwości społecznej, zająć stanowisko patriotyczne i suwerenistyczne, odrzucić hegemonię Stanów Zjednoczonych. Historyczne przykłady dobitnie świadczą o tym, że w każdym kraju i kręgu kulturowym lewica jest w stanie znaleźć własną i oryginalną drogę; udało się to przed laty nawet w krajach o wyjątkowo tradycyjnym układzie stosunków społecznych. Tak pisał o tym jeden z ideologów nasserowskiego Egiptu, Kamal Rifaat: „socjalizm arabski nie jest kompromisem pomiędzy kapitalizmem i komunizmem, lecz oryginalną doktryną która rodzi się z naszego dziedzictwa intelektualnego i duchowego, z naszej historii narodowej i naszej cywilizacji”. Dlaczego my mamy mieć opory przed śmiałym sformułowaniem postulatów polskiej lewicy XXI wieku?

Niektórzy z Was być może powiedzą, że to utopia. Pewnie, to z całą pewnością ruch pod prąd, ale pamiętajmy słowa Janusza Korczaka: „tego świata nie możemy zostawić – jakim jest”. Inni twierdzą, że to wielkie ryzyko. Fakt, za głoszenie takich poglądów jestem dziś w więzieniu, a nie wśród Was. Pamiętajcie jednak, moi drodzy, że wszystkich nas nie zamkną, a największym wrogiem jest nasza własna niemoc i bierność, a nie więzienne kraty czy procesy polityczne.

Wasz Mateusz Piskorski

Oświadczenie Mateusza Piskorskiego

W związku z medialnymi spekulacjami dotyczącymi przetrzymywania mnie w areszcie od 18 maja 2016 r., pragnę poinformować wszystkich zainteresowanych, że:

– w związku z utajnieniem prowadzonych przeciwko mnie działań realizowanych przez służby i organy podlegające politykom PiS: Mariuszowi Kamińskiemu, Zbigniewowi Ziobrze oraz byłemu parlamentarzyście PiS Bogdanowi Święczkowskiemu, pozbawiony zostałem prawa do obrony mojego dobrego imienia

– przedstawione mi zarzuty dotyczą mojej działalności politycznej i nie mają nic wspólnego z wymienianym w tym kontekście zarzutem szpiegostwa ani działania przeciwko Rzeczypospolitej, chyba że przyjąć rozszerzone definicje przestępstw, o które oskarżano polityków i działaczy do roku 1956, to jest w dobie stalinizmu

– działając na podstawie Prawa Prasowego oraz Ustawy o ochronie danych osobowych, wyrażam zgodę na publikację mojego wizerunku oraz danych: imienia i nazwiska

– zwracam się z apelem do niezależnych mediów i dziennikarzy o podjęcie rzetelnych śledztw dziennikarskich, dotyczących stosowanych przeciwko mnie represji

/-/ Mateusz Piskorski

Mateusz Piskorski: „List otwarty do Jarosława Kaczyńskiego”

LIST OTWARTY DO PREZESA PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI,
PANA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO.

Szanowny Panie Prezesie!

Piszę do Pana te słowa, jako pierwszy od lat w naszym kraju więzień polityczny, mając jednocześnie nadzieję, że stan w którym się znalazłem jako obywatel Rzeczypospolitej nie jest Panu, jako liderowi rządzącej dziś partii politycznej, obojętny. Kreślę te słowa nie tylko po to, by uzmysłowić Panu moją osobistą i rodzinną tragedię, do której doprowadziły nieodpowiedzialne działania organów naszego państwa, ale również, by zwrócić pańską uwagę na zalążki niebezpiecznych patologii, które przerodzić się mogą w przyszłości w istotne zapory blokujące możliwości debaty publicznej w naszym kraju i przeczące podstawowym wartościom republikańskim, do których również Pan odwołuje się w swej działalności politycznej.

W latach 2005-2007 byłem posłem na Sejm RP V kadencji, zasiadając w ławach Klubu Parlamentarnego Samoobrona RP, z którym pańska partia podpisała umowę koalicyjną. Osobiście byłem owej koalicji zdecydowanym przeciwnikiem, uznając, iż Samoobrona realizowała skutecznie funkcję partii protestu, potrzebnej w moim przekonaniu w każdym systemie partyjnym, jednakże niegotowej do sprawowania wówczas władzy na poziomie gabinetowym. Byłem owej koalicji oponentem również z przyczyn ideowych; obca była mi wizja polityki zagranicznej i historycznej prezentowanych przez pańskie ugrupowanie. Nie wierzyłem, jak się okazało niebezpodstawnie, w wolę przeprowadzenia głębokich zmian w dziedzinie polityki społeczno-gospodarczej wśród polityków PiS. W 2007 roku, po przegranych wyborach parlamentarnych, miałem jednak przekonanie, że liderzy trzech ugrupowań koalicyjnych z lat 2006-2007 okazali niezdolność do kompromisu i dialogu opartego na wzajemnym szacunku, która doprowadziła do kolejnej wieloletniej dominacji liberałów na polskiej scenie politycznej. Wycofałem się z aktywnej działalności politycznej, poświęcając czas na zakończenie i obronę dysertacji doktorskiej oraz aktywności naukowo-eksperckiej. Moje zainteresowania ogniskowały się w szczególności wokół zagadnień polityki zagranicznej i teorii geopolitycznych. Pogłębione analizy i refleksje doprowadziły mnie do przekonań diametralnie odmiennych od tych reprezentowanych przez Prawo i Sprawiedliwość w sferze polityki zewnętrznej, przede wszystkim wschodniej. W sposób jednoznaczny i konsekwentny opowiadałem się za budową partnerskich, wzajemnie korzystnych relacji z Federacją Rosyjską, występowałem przeciwko instrumentalizacji Rzeczypospolitej przez odgrywające destrukcyjną rolę w naszym regionie Stany Zjednoczone. Prezentowałem zatem poglądy zdecydowanie odmienne w tej dziedzinie od pańskiego obozu politycznego.

W lutym 2015 roku wraz ze zwolennikami głoszonych przeze mnie koncepcji zdecydowałem się na powołanie partii politycznej Zmiana. Liczyłem, że jej istnienie wzbogaci nieco polską debatę polityczną, szczególnie zaś jej wątki poświęcone sprawom międzynarodowym. Rozwijałem kontakty i współpracę z całym szeregiem organizacji zagranicznych prezentujących podobny punkt widzenia. Nigdy nie spodziewałem się, iż moja działalność polityczna może stanowić w wolnej Polsce przyczynę represji i uwięzienia. W chwilach kluczowych, związanych choćby z próbami oczerniania naszego kraju przez organizowane wokół koncernu Agora, za pieniądze międzynarodowych spekulantów finansowych, struktury przypominającej instrumenty służące do wywoływania tzw. kolorowych rewolucji, kierowana przeze mnie Zmiana stała na gruncie obrony polskiej suwerenności, piętnując zdecydowanie haniebne polityki donosicielstwa na własny kraj praktykowanego przez polityków opozycji na poziomie instytucji europejskich. Podobne stanowisko wyrażamy konsekwentnie, gdy opowiadamy się przeciwko stacjonowaniu jakichkolwiek wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej. Nasze poglądy odbiegają zatem zdecydowanie od przekonań pańskich i pańskiej partii. Mimo to, zarówno ja, jak i moi koledzy, wierzyliśmy, iż Prawo i Sprawiedliwość gotowe będzie do uczciwej wymiany zdań i polemiki ze swymi oponentami ideowymi, w odróżnieniu od parlamentarnych partii kartelowych, prezentującymi określony, spójny zestaw poglądów politycznych. Niestety, srodze się zawiedliśmy.

18 maja bieżącego roku w Warszawie zostałem w brutalny sposób zatrzymany przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tego samego dnia Prokuratura Krajowa przedstawiła mi zarzut popełnienia przestępstwa z art. 130 kk, czyli szpiegostwa. Na tej podstawie oraz przy pomocy nacisku medialnego, prawdopodobnie spowodowanego przez tzw. kontrolowane przecieki z ABW, zastosowano wobec mnie areszt tymczasowy. Tym samym znalazłem się w Areszcie Śledczym Warszawa – Mokotów, w miejscu znanym z kart naszej historii powojennej jako ośrodek represji i likwidacji przeciwników politycznych. Związane z pańską partią osoby: Minister – Koordynator Służb Specjalnych, Mariusz Kamiński oraz szef Prokuratury Krajowej Bogdan Święczkowski – były przeze mnie w minionych latach wielokrotnie poddawane ostrej publicznej krytyce, w związku z czym doprawdy trudno jest wierzyć w ich bezstronność i brak zaangażowania osobistego w moją sprawę. Przede wszystkim jednak wystosowano wobec mnie zarzuty nie mające nic wspólnego z określonym w art. 130 kk przestępstwem szpiegostwa. Szpiegostwo bowiem w sposób jednoznaczny, zarówno w doktrynie prawnej, jak i w odbiorze opinii publicznej, wiąże się z przekazywaniem informacji niejawnych obcemu wywiadowi, na szkodę państwa własnego. Tymczasem prokuratorskie zarzuty wobec mnie dotyczą rzekomego prowadzenia przeze mnie “wojny informacyjnej”, podejmowania prób “kształtowania opinii publicznej”. Utajnienie toczącego się przeciwko mnie postępowania uniemożliwia mi skuteczną obronę dobrego imienia. Świadczy dodatkowo o politycznym charakterze stosowanej wobec mnie i mojego środowiska represji. Podlegający Panu w ramach struktury partyjnej funkcjonariusze polityczni działają zgodnie z najgorszymi tradycjami prześladowań politycznych, jeśli nie stalinowskich represji w Związku Radzieckim rozpoczętych po zamachu na Siergieja Kirowa w 1934 roku, to co najmniej w sposób łudząco podobny do paranoicznych czasów maccarthyzmu w Stanach Zjednoczonych. Moja działalność publiczna zawsze utrzymana w duchu walki przeciwko neoliberałom – grabieżcom polskiego majątku narodowego i grabarzom polskiej gospodarki szabrującym w naszym kraju od 1989 roku, nie pozwoliła pańskim podwładnym na oskarżenie mnie o jakiekolwiek przestępstwa korupcyjne czy gospodarcze. Zmuszeni byli więc sięgnąć po absurdalny zarzut szpiegostwa. Kierując się podobnym założeniem, większość z nich powinna tłumaczyć się z pojawiających się na przestrzeni wielu lat doniesień o ich zażyłych relacjach z amerykańską Centralną Agencją Wywiadowczą. Pańscy podwładni wolą wszakże stosować podwójne standardy. Ich sposób myślenia polega na prymitywnej redukcji ad absurdum wszelkich relacji i kontaktów z osobami fizycznymi, organizacjami pozarządowymi i partiami politycznymi z Federacji Rosyjskiej do szpiegostwa i działalności przestępczej.

Naruszenie przez pańskich partyjnych podwładnych elementarnych praw człowieka i obywatela to nie wszystko. Kryminalizacja wszelkich relacji towarzyskich, społecznych, naukowych, gospodarczych i kulturalnych z największym spośród naszych wschodnich sąsiadów stanowi także poważne naruszenie polskiej racji stanu. Nie chodzi przy tym wyłącznie o kwestię subiektywnej definicji owej racji stanu, do której ma prawo każde środowisko polityczne w demokratycznym państwie; ja i mój obóz polityczny twierdzimy i twierdzić będziemy, chyba że ktoś zdoła przekonać nas nie za pomocą aresztowań i represji, lecz racjonalną argumentacją, iż Rosja we współczesnym systemie międzynarodowym jest naturalnym partnerem i sojusznikiem Polski; Pan i pański obóz polityczny uznajecie naszego wschodniego sąsiada za wroga, sojuszników lokując gdzie indziej. Rzecz nie w tych naturalnych i uprawnionych różnicach. Racją stanu jest bowiem istnienie w Polsce sił politycznych przejawiających zdolność do dialogu z różnymi ośrodkami siły geopolitycznej. Gdybyśmy to my sprawowali w naszym kraju władzę, pańscy partyjni koledzy byliby w naszych oczach istotnym potencjałem wiedzy i kontaktów w środowiskach neokonserwatywnych w USA, których znaczenia nie sposób bagatelizować. Żaden z Pana politycznych podwładnych z pewnością nie trafiłby do więzienia za swą polityczną współpracę z tymi kręgami polityków i decydentów amerykańskich, do których odnosimy się, delikatnie ujmując, bardziej niż sceptycznie. Pomimo istniejących pomiędzy nami fundamentalnych różnic, ja i Zmiana otwarci jesteśmy na wymianę argumentów i rzeczową, merytoryczną debatę.

Gdy w pierwszych latach niepodległości Stanów Zjednoczonych pojawiły się głosy nawołujące do prześladowania przeciwników politycznych, Thomas Jefferson w swym inauguracyjnym prezydenckim przemówieniu mówił: “i pamiętajmy, że może nie warto było wypędzać z naszego kraju nietolerancji religijnej, przez którą ludzkość cierpiała i krwawiła tak długo, jeżeli mamy zachować nietolerancję polityczną, równie despotyczną, równie szkodliwą i zdolną do równie dotkliwych i krwawych prześladowań. (…) a jeżeli są wśród nas zwolennicy rozwiązania tej unii i zmiany jej republikańskiego ustroju, zostawmy ich w spokoju na dowód, że można tolerować błędy nierozumu tam, gdzie rozum jest nieskrępowany i może je zwalczyć”. Sądzę, iż ten wybitnie republikański pogląd autora Deklaracji Niepodległości nie powinien być Panu obcy. Ja i każdy z członków Zmiany gotowi jesteśmy do debaty na temat geopolitycznej roli Polski we współczesnym świecie z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości. Nie wykluczamy, że w pewnych kwestiach ich rzeczowa argumentacja wpłynąć może na nasze przekonania, a nawet zmodyfikować prezentowane przez nas poglądy. Podobnej gotowości oczekujemy również od drugiej strony. Argumenty siły nie powinny w ustroju republikańskim zastępować siły argumentów w rzeczowej debacie świadomych obywateli.

Kolejnym niepokojącym sygnałem, który pojawił się w związku z moim zatrzymaniem i uwięzieniem, jest aspekt bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego Polski, o które; jak się przekonałem; absolutnie nie możemy być spokojni. Chodzi tu w pierwszej kolejności o zupełny brak profesjonalizmu oficerów ABW. Nie mnie oceniać poziom przygotowania struktur agencji do zwalczania zorganizowanej przestępczości czy terroryzmu. Pragnę wszakże zwrócić pańską uwagę na bezgraniczną ignorancję jej przedstawicieli w zakresie spraw międzynarodowych i podstawowych pojęć z kategorii politologicznych. Podjęte przeciwko mnie działania agencji wskazują na alarmujący fakt, iż jej młodzi funkcjonariusze cierpią na analfabetyzm funkcjonalny uniemożliwiający nie tylko zrozumiałą artykulację ich pytań i oczekiwań, ale również rozumienie prostych pojęć i komunikatów. Poziom rozkładu kadrowego i intelektualnego ABW powoduje poważne obawy o stan bezpieczeństwa Państwa Polskiego. Nie wiem, czy świadomość owego kryzysu posiada pański zastępca Mariusz Kamiński. Wiem, że taką świadomość winien mieć Pan, jako lider partii rządzącej.

Pisząc ten list, zdaję sobie sprawę, że otoczony jest Pan ludźmi nierzadko miernymi intelektualnie i zepsutymi moralnie. Taki jest niestety los dużych partii typu catch-all, w szczególności zaś tych rządzących. Uznałem wszakże, że warto zwrócić pańską uwagę na fakt istnienia w Polsce niezrozumiałych represji politycznych oraz stanowiących ich tło patologicznych procesów życia publicznego.

Z wyrazami szacunku!

/-/ Dr Mateusz Piskorski

List otwarty do członków i sympatyków ZMIANY!

Drogie Koleżanki i Koledzy, Towarzyszki i Towarzysze!

Minął już drugi miesiąc od momentu gdy stałem się więźniem politycznym elit rządzących aktualnie Polską. Represje wobec ludzi opowiadających się za drogą inną niż dyktowana przez system mają niestety w naszym kraju długą tradycję. Stosowały je bardzo różne reżimy i opcje polityczne, wykorzystując swą przewagę wobec pozbawionych wpływu na władze przeciwników. W okresie zaborów tysiące naszych rodaków – niepodległościowców trafiało na zsyłki, do więzień lub otrzymywało wyroki śmierci. Choć możemy nie zgadzać się z ich romantycznym przesłaniem i wiarą w skuteczność niepodległościowego zrywu zbrojnego, musimy wszakże chylić czoła przed ich poświęceniem i niezłomnością. W wolnej już II Rzeczypospolitej reżim sanacyjny dla przeciwników otworzył Berezę Kartuską, organizował procesy polityczne, zmuszał opozycję do emigracji, zamykał swych przeciwników do więzień. W szczególności dotyczyło to ludowców i komunistów – ludzi, którym drogie było poczucie sprawiedliwości społecznej. Po drugiej wojnie światowej, po częściowym unicestwieniu narodu polskiego, polscy zwolennicy stalinizmu zamykali za kratami ludzi rozmaitych poglądów sprzecznych z ich wyobrażeniem o nowej Polsce. Do więzień trafiali wielcy intelektualiści, jak Jan Stachniuk, ale też patriotyczni polscy komuniści, jak Władysław Gomułka. Od końca lat 70-tych XX wieku polityczne represje spotykały działaczy robotniczych i związkowych, którzy domagali się poszanowania praw klasy pracującej i najuboższych. Po 1989 roku zadekretowano odgórnie w naszym kraju tzw. liberalną demokrację, a w istocie neoliberalny system całkowitej dominacji kapitału nad człowiekiem, jego godnością i prawami. Arsenał środków służących do niszczenia przeciwników politycznych został rozszerzony o te mające nieoficjalny charakter: koordynowane przecieki zasilające medialne nagonki, akcje dyskredytacji sterowane przez służby specjalne, prowokacje i szantaże. Pierwszą ofiarą tych działań stał się już w 1990 roku ówczesny kandydat na Prezydenta RP Stanisław Tymiński, bezwzględnie niszczony i pomawiany. Następnie do więzienia w związku ze swą działalnością społeczną trafił Andrzej Lepper, nieustraszony obrońca polskiej wsi. Za kraty trafiali też anarchiści, obrońcy praw lokatorskich, związkowcy pracowniczy i rolniczy. W niewyjaśnionych okolicznościach tajemniczego wypadku samochodowego zginął w 2005 roku lider WZZ Sierpień’80 Daniel Podrzycki, biorący wówczas udział w Wyborach Prezydenckich. W 2011 roku Polaków zszokowała śmierć Andrzeja Leppera; nawet w kinowej interpretacji tej tragedii pojawił się dość prawdopodobny wątek udziału w niej służb specjalnych. 18 maj 2016 roku na podstawie pomówień i fałszywych oskarżeń zostałem zatrzymany, a następnie aresztowany ja. Represje trwają i wiele wskazuje na to, że neokonserwatywny rząd PiS będzie je zaostrzał.

Chcę Wam w tym miejscu złożyć najserdeczniejsze, ogromne podziękowania za Wasze wsparcie dla mnie, działania na rzecz mojej wolności. Wiem, że represje które mnie spotkały tylko wzmocniły Wasze niezłomne przekonanie by sprzeciwiać się obecnemu patologicznemu systemowi. Wiemy, że rosną szeregi tych, którzy walczyć będą do skutku o Polskę suwerenną i sprawiedliwą społecznie. Wierzę, że cel jest w zasięgu ręki choć wydaje się tak odległy.

ZMIANA zajmie trwałe i ważne miejsce na polskiej scenie politycznej. Będzie siła najbardziej konsekwentnie odrzucającą neoliberalny kapitalizm i neokonserwatywny atlantyzm. Sprzeczności klasowe mogą być obecne chwilowo redukowane przez reformizm socjalny rządu PiS. Ugrupowanie to już wkrótce jednak boleśnie przekona się, że bez zakwestionowania fundamentów systemu, w szczególności prymatu kapitału nad człowiekiem i własności prywatnej nad społeczną i narodową, poczucie braku sprawiedliwości odczuwane przez Polaków będzie się stopniowo powiększać. Propagandowe zabiegi wokół programu rodzina 500+ czy tzw. Plan Morawieckiego, nie będą w stanie ukryć istnienia powiększających się obszarów nędzy i braku nadziei. Neokonserwatywny altantyzm, szczególnie preferowany i podkreślany przez PiS, już dziś doprowadził do bezprecedensowej w naszej najnowszej historii decyzji o ściągnięciu sił zbrojnych obcego mocarstwa na nasze terytorium. US Army będzie prowadziła działania utrzymujące napięcie międzynarodowe w naszym regionie, stosując retorykę zimnowojenną imperializm amerykański, realizując interesy kompleksu wojskowo-przemysłowego, dążyć będzie do zaostrzenia konfrontacji geopolitycznej. Polska wraz z krajami bałtyckimi, Rumunią i Bułgarią, jest w tym scenariuszu areną konfliktu, strefą frontu przeciwko Federacji Rosyjskiej. Konflikt z chłodnego przekształci się w gorący, gdy tylko Moskwa odrzuci ład neoliberalny i podejmie stanowcze działania wbrew interesom kapitału międzynarodowego i miejscowej oligarchii. To zaś może się wydarzyć w momencie gdy społeczeństwo rosyjskie będzie coraz boleśniej odczuwało skutki uzależnienia od międzynarodowych rynków surowcowych i finansowych oraz podatności na szantaż z ich strony. Nadciągający globalny konflikt sprawia, że coraz większe znaczenie będzie miała linia podziału pomiędzy partią wojny w interesie kapitału, a partią pokoju w interesie człowieka. ZMIANA jest i będzie najbardziej konsekwentnym przedstawicielem partii pokoju w Polsce.

Warunki obecne sprawiają, iż działalność społeczna powinna toczyć się na wielu obszarach jednocześnie. To działania na rzecz pokoju i suwerenności – przeciwko obcym wojskom na naszym terytorium i za utrzymaniem i odbudową partnerskich, wzajemnie korzystnych relacji, ze wszystkimi sąsiadami. To walka o suwerenność gospodarczą Polski – renacjonalizację sektora bankowego, finansowego i strategicznych branż przemysłu. To także wprowadzenie minimalnych cen gwarantowanych i zasad kontraktacji w rolnictwie. To również stworzenie żelaznych kotwic polityki społecznej, obejmujących regulację świadczeń i wynagrodzeń, ale też ustanowienie regulowanych, maksymalnych cen np. za wynajem mieszkań. To też niezwykle istotne zmagania o kulturę i oświatę – wyrwanie ich z zaściankowości i oparów nienawiści, przy jednoczesnym poszanowaniu wzorców historycznych i tradycji narodowych.

Zadania stojące przed ZMIANĄ są bez wątpienia trudne, mogą wręcz przerażać swym ogromem i rozmachem. Dlatego do ich realizacji niezbędne jest stworzenie szerokiego ruchu społecznego zrzeszającego na równych prawach różne struktury i środowiska. Z pewnością warto podejmować współpracę nawet z tymi z którymi zgadzamy się tylko po części, nawet jeśli w innych sprawach dzielą nas różnice nie do pokonania. Sojusznikami ZMIANY mogą być socjaliści i syndykaliści, narodowcy i tożsamościowcy, agraryści i tradycjonaliści, antyglobaliści i nowe ruchy społeczne. Charakteryzować powinna nas otwartość, zdolność do dyskusji i debaty z każdym bez uprzedzeń, niechęci i agresji. Ofiarami obecnego systemu są bowiem niemal wszyscy, poza klasą menadżerską i elitami władzy realizującymi zlecenia waszyngtońskich mocodawców. Dlatego nieodzowna jest otwarta, szeroka formuła ZMIANY.

Ważne są oczywiście szczegółowe propozycje programowe, w tym ustrojowe które musimy składać, wcześniej je dyskutując w szerokim gronie. Jest w ZMIANIE wielu znakomitych fachowców w różnych dziedzinach; każdy z nich to potencjał, który musimy wykorzystywać. Synergiczny efekt współpracy ludzi o różnych doświadczeniach i drogach życiowych, różnych typach intelektualnych i wrażliwościach zaowocuje najlepszą wizją polityczną; całościową i spójną, spośród istniejących we współczesnej Polsce.

Czekam na moment gdy będę mógł dołączyć do Was po tamtej stronie muru. ZMIANA prowadziła, prowadzi i będzie prowadzić wyłącznie działania zgodne z prawem, a system nie będzie w stanie pozbawić nas wszystkich bez powodu wolności. Musimy też wykorzystywać wszelkie instytucje broniące praw człowieka i obywatela. Choć stojąca za ich powołaniem doktryna indywidualistycznego liberalizmu może budzić nasze wątpliwości, mogą one stanowić istotne wsparcie w obnażaniu hipokryzji systemu mieniącego się demokratycznym. Przełamanie bariery informacyjnej, korzystanie z wolności słowa i zgromadzeń pozwolą nam na dotarcie z naszym przesłaniem do coraz większej liczby Polaków. Nie chodzi tu przy tym oczywiście o demokrację w rodzaju KOD czy obecnej opozycji parlamentarnej, zakorzenionej głęboko w patologiach neoliberalizmu. Chodzi o demokrację ludową i narodową, opartą na republikańskim przekonaniu iż świadome decyzje podejmować może wyłącznie dysponujący określoną wiedzą i dostępem do informacji obywatel.

Wierzę w Was i naszą misję. Dzięki temu wiem, że ból i cierpienie moich najbliższych, które przyniosło moje aresztowanie, nie pójdą na marne. Wiem, że – niezależnie od rozmiarów represji i prześladowań – ostatecznie wygramy.

Wasz Przewodniczący
/-/ dr Mateusz Piskorski

PS. Celem uczczenia pamięci jednego z bohaterów tego listu, Andrzeja Leppera, zapraszam na Marsz Pamięci Andrzeja Leppera, który ZMIANA organizuje w sobotę 6 sierpnia o godzinie 14.00 w miejscu gdzie wisi tablica poświęcona Jego pamięci tj. przy Alejach Jerozolimskich 30 w Warszawie.

Nigdy nie zamkniecie mi ust – nie liczcie NATO…

Jak Państwu zapewne wiadomo, przebywam właśnie w Areszcie Śledczym przy ul. Rakowieckiej. Wg przekazów medialnych mam być podobno oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji, Chin, a nawet Iraku. Nie mam wątpliwości, że każdy inteligentny człowiek sam będzie wiedział co myśleć o sformułowanych w taki sposób zarzutach. Nie mam zamiaru się żalić ani utyskiwać na swój los, wiem że kiedyś prawda wyjdzie na jaw, a odpowiedzialni poniosą zasłużoną karę. Moje zatrzymanie to jednak jedno z przewinień mniejszego kalibru tych, których mam na myśli.

A mam na myśli miłościwie nam panującą opcję pseudopatriotyczną, która bezkarnie wpuszcza na teren Polski obce wojska na takich samych prawach jak naszą narodową armię (kuriozum, czegoś takiego nie było za czasów Układu Warszawskiego!). Mam na myśli tych, którzy w imię walki z urojoną komuną (kierowanej przez Sławomira Cenckiewicza, beneficjenta kilku stypendiów w USA) robią wszystko by odebrać chwałę żołnierzom polskim wykrawiającym się pod Lenino, Kołobrzegiem czy w Berlinie. Mam wreszcie na myśli tych, którzy na balcerowiczowską patologię chcą odpowiedzieć jeszcze większą, firmowaną nazwiskiem byłego prezesa Banku Zachodniego, Mateusza Morawieckiego, jednego z nanjtwardszych lobbystów na rzecz TTIP czyli umowy o wolnym handlu między UE, a USA. Nie chcę powiedzieć, że im się „dziwię” bo przeciez na ich czele stoi Beata Szydło, która na własnej stronie internetowej chwali się szkoleniem w Departamencie Stanu USA.

Nie, nie udało mi się przemycić komputera z internetem do celi, ale na wolności (póki co) pozostało wielu ludzi, którzy starają mi się pomagać tak jak to możliwe i których poprosiłem o prowadzenie w miarę możliwości tego bloga. Pamiętajcie Szanowni Czytelnicy, że ostatnie co nam teraz wolno to dać się zastraszyć moim losem. Musimy walczyć wszelkimi środkami, o Polskę wolną od obcych wojsk, o Polskę prowadzaca pokojową politykę, o Polskę sprawiedliwości społecznej. Dlatego zapraszam w sobotę 9 lipca o 16.30 na Plac Zamkowy w Warszawie gdzie moi przyjaciele zbierają się by protestować przeciwko podżeganiu do III wojny światowej przez zgraję zbrodniarzy, która w tych dniach będzie decydować o wystawieniu Polski na atak. Demonstracja jest legalna i zarejestrowana.

Jeżeli ktoś z Państwa chce mi pomóc lub do mnie napisać, załączam krótki poradnik opracowany przez moich przyjaciół:

1) POMOC FINANSOWA (uwaga dane nieaktualne! aktualne znajda Państwo tutaj)

Dowolnej wpłaty dokonujemy na konto nr: 80 10 10 1010 0401 9413 9120 0000
Adresat/Odbiorca: Areszt Śledczy Warszawa Mokotów ul. Rakowiecka 37
Tytułem: Piskorski Mateusz Andrzej syn Jerzego

2) LIST (uwaga dane nieaktualne! aktualne znajda Państwo tutaj)

Ponieważ wszystkie listy przechodzą przez cenzurę w prokuraturze, wysłanie na adres aresztu powoduje konieczność odsyłania poczty do prokuratury. Najlepiej więc list włożyć do koperty zaadresowanej:

Mateusz Andrzej Piskorski s. Jerzego
02-521 Warszawa, ul Rakowiecka 37
Areszt Śledczy Warszawa Mokotów

Następnie do koperty z listem wrzucić zwykły znaczek pocztowy i włożyć w kopertę adresowaną do prokuratury czyli:

01-163 Warszawa, ul. Ostroroga 24E
Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji

Oraz ją także opatrzyć znaczkiem.

Czy NATO będzie pacyfikować w Polsce protesty?

Prezentowany tekst jest pod wieloma względami wyjątkowy. Mateusz Piskorski napisał go 16 maja – niecałe 2 dni przed tym jak został zatrzymany przez ABW. Jest to zatem nie tylko swego rodzaju proroctwo, jak i ostatni tekst napisany przez niego na wolności.

Zapowiedzi dotyczące zbliżającego się lipcowego szczytu NATO w Warszawie zaczynają wyraźnie wskazywać, że celem sojuszu jest dziś przede wszystkim zastosowanie militarnego szantażu w celu niedopuszczenia do pojawienia się ruchów społecznych domagających się wyzwolenia Europy spod kurateli Stanów Zjednoczonych. Jak można sądzić, nieopatrznie wypowiedziane w „Financial Times” słowa jednego z wyższych dowódców Wojska Polskiego pokazują, jakich decyzji można oczekiwać latem. Są to decyzje całkowicie podważające nie tylko suwerenność Warszawy w dziedzinie polityki zagranicznej, ale także wyraźnie mówiące o tym, że od tej chwili NATO ma stać się żandarmem gotowym do udziału w pacyfikowaniu ewentualnych protestów społecznych, czy do ingerowania w sprawy polskiej polityki wewnętrznej.

Odkrywające faktyczne intencje ostatnich decyzji i planów Sojuszu zdania wypowiedział, szczerze i po wojskowemu, gen. bryg. Krzysztof Król, dowódca Brygady Wsparcia Dowodzenia Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego. Rzecz dotyczyła forsowanej od kilku lat przez Amerykanów koncepcji tzw. szpicy NATO, wytęsknionej przez polskich polityków rządu poprzedniego i obecnego. Oddajmy głos generałowi: „VJTF (ang. Very High Readiness Joint Task Force) działać będzie w ramach zadań określonych w art. 4 (Traktatu Północnoatlantyckiego – przyp. MP)”. Art. 4 mówi o współdziałaniu i konsultacjach państw członkowskich nie mających związku z opisywaną w art. 5 agresją zbrojną przeciwko któremukolwiek z nich, lecz dotyczących subiektywnego odczucia zagrożeń pozamilitarnych. O jakie przypadki chodzi? Gen. Król nie pozostawia wątpliwości: o wszystkie. „Opracowany plan dotyczy reagowania na zagrożenia hybrydowe na naszym terenie operacyjnym. Plany zależne będą od rozwoju sytuacji” – mówi „Financial Times”.

Pojęcie wojny hybrydowej czy działań hybrydowych zrobiło zawrotną karierę jako określenie działań Rosji po przewrocie 2014 roku na Ukrainie. Co ciekawe, nie doczekało się ono do tej pory jednoznacznej interpretacji naukowej, a różni autorzy i eksperci w rozmaity sposób definiują jego zakres. W „Financial Times” czytamy, że szpica NATO podjąć może działania w przypadku destabilizacji sytuacji wewnętrznej danego kraju, spowodowanej na przykład… protestami społecznymi.

Co to oznacza w praktyce? Każde zaburzenia wewnętrzne mogą zostać potraktowane i przedstawione przez rodzimych i amerykańskich spiskologów, jako część działań w ramach mgliście definiowanej wojny hybrydowej. Może się na przykład okazać, że takimi „działaniami hybrydowymi” są protesty przeciwko skutkom popieranej przez polski rząd umowy TTIP. Może się okazać, że „wojną hybrydową” będą protesty Polaków po popełnieniu przestępstwa przez żołnierzy US Army mających stacjonować w Polsce. Chora wyobraźnia Antoniego Macierewicza może podsunąć dziesiątki różnych teorii – przecież obecny minister obrony jest na tyle oderwany od zdrowego rozsądku, że stwierdził właśnie, iż Radosław Sikorski, inny proamerykański jastrząb, działał na rzecz… Moskwy. Niepokoje społeczne, protesty, strajki, próby podejmowania niezależnych od establishmentu działań informacyjnych, żądanie przejrzystości polityki obronnej i zagranicznej władz polskich – wszystko to może stanowić pretekst do takiego czy innego uruchomienia doradców z NATO (czytaj głównie z USA), którzy ochoczo okażą bratnią pomoc podporządkowanym sobie jednostkom i służbom polskim. W tej sytuacji pozostaje tylko liczyć na to, że ich oficerowie i funkcjonariusze nie zechcą pozostawać z amerykańskimi nadzorcami w stosunku oralnym (barwne wyrażenie wspomnianego Sikorskiego), przypomną sobie o godności polskiego munduru i odprawią mających „strzec naszego bezpieczeństwa” reprezentantów obcych interesów daleko, za Ocean Atlantycki. Tymczasem pozostaje nam jedno: głośno protestować i wszelkimi zgodnymi z prawem sposobami blokować realizację planów, które NATO ogłosi w lipcu w Warszawie. Warto też organizować ruch społeczny na rzecz wystąpienia Polski z tego paktu, jako warunku odzyskania elementarnej suwerenności państwowej i faktycznego poczucia bezpieczeństwa.