List Otwarty w obronie Mateusza Piskorskiego

My, niżej podpisani, stanowczo sprzeciwiamy się zatrzymaniu i wielomiesięcznemu przetrzymywaniu w areszcie Mateusza Piskorskiego – polskiego działacza politycznego, publicysty i eksperta. Uważamy, że podstawowe prawa obywatelskie i konstytucyjne swobody należą się wszystkim obywatelom Polski i nie mogą podlegać ograniczaniu ze względu na czyjeś sympatie polityczne

Apelujemy o natychmiastowe, bezwarunkowe uwolnienie Mateusza Piskorskiego, którego zatrzymano z powodu jego działalności politycznej oraz głoszonych przez niego poglądów. Aresztowanie Mateusza Piskorskiego przez obecne władze jest jawna kpiną z praw człowieka i swobód obywatelskich jakie gwarantuje polakom konstytucja, takich jak wolność słowa i poglądów politycznych.

Dotychczasowe działania wobec Mateusza Piskorskiego uważamy za motywowane politycznie. Domagamy się również odtajnienia całego postępowania, ponieważ trwające przeszło 8 miesięcy dochodzenie objęte ścisłą tajemnicą państwową rodzi uzasadnione obawy iż ewentualne dowody w sprawie moga być preparowane, a sam proces nie daje Mateuszowi Piskorskiemu możliwości do uczciwego procesu i obrony dobrego imienia. Uważamy, że w sprawie dotyczacej tak elementarnych wolności konstytucyjnych obecny sposób postępowania prokuratury nosi wszystkie znamiona procesu politycznego, na jaki w wolnej demokratycznej Polsce zgodzić się nie możemy.

Naszym zdaniem Mateusz Piskorski jest dziś więźniem politycznym, a jego zatrzymanie bezpośrednio narusza podstawowe prawa obywatelskie w naszym kraju. Zdecydowanie sprzeciwiamy się szykanom jakim został poddany oraz domagamy się aby obecne władze wycofały się z haniebnego procederu łamania praw obywatelskich, o których mowa w art. 10 i 11 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Z poważaniem…

Jarosław Klapsa: „Wolność dla Mateusza Piskorskiego”

Jarosław Kapsa –  polityk, dziennikarz i urzędnik samorządowy, poseł na Sejm X kadencji.

Najtrudniej wypowiedzieć słowa broniące człowieka, którego nie lubię i nie szanuję, poglądów z którymi się absolutnie nie zgadzam, czynów, które osobiście uważam za naganne. Ale czy nie na tym polega tolerancja? Czy w imię szacunku dla własnych poglądów mam godzić się na zamykanie do więzień ludzi, którzy wybrali inną drogę w poszukiwaniu szczęścia?

W dniu 18 maja zatrzymano na ulicy lidera stowarzyszenia Zmiana Mateusza Piskorskiego. W tym samym dniu ABW wkroczyła do siedziby stowarzyszenia, zabierając materiały i sprzęt stowarzyszenia. Wobec zatrzymanego Piskorskiego zastosowano areszt tymczasowy, stawiając zarzut z art 130 KK (kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do 10 lat). Tyle wiemy. Sprawy o szpiegostwo mają ten urok, że służby specjalne utajnić mogą dowody i uzasadnienie. Nie wiemy na rzecz jakiego wywiadu pracował Piskorski, nie wiemy jaka była forma tej współpracy ani jakie rzeczywiste szkody przyniosła Rzeczpospolitej.

Zarzut szpiegostwa jest zarzutem hańbiącym, jest pomówieniem jednostki o czyny zdradzieckie. „Utajnianie” sprawy odbiera aresztowanemu możliwość obrony swojego dobrego imienia; pogarsza też jego sytuację prawną. Sąd orzeka o zastosowaniu aresztu na podstawie oceny wiarygodności stron: czy wierzyć „wykrętom” aresztowanego czy „prawdomówności” służb. W tym konkretnym przypadku otrzymujemy „zagwozdkę”, oprócz rzeczywistych działań Piskorskiego (sprzecznych z oficjalną polityką zagraniczną państwa), otrzymujemy – godne lat 30-tych XX w i stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego – domniemania, czy pan Piskorski szpiegował na rzecz Rosji, Chin czy Iranu. „Skuteczność” aresztu wydobywczego może spowodować, że zamknięty okaże się jednocześnie szpiegiem Korei Północnej i Południowej (sam się przyzna, swołocz jeden).

Art.130 traktuje przestępstwo szpiegostwa w sposób dość rozciągliwy. Mamy w tym zapisie sprecyzowaną odpowiedzialność za czyny tradycyjnie uważane za materialne przejawy szpiegostwa (przekazywanie obcemu wywiadowi wiadomości, których przekazanie może wyrządzić szkodę Rzeczpospolitej). Mamy także niedookreśloną formę „udziału w działalności obcego wywiadu”. Ubolewać tu można nad małą precyzją tych zapisów. Nie wiem od czego zależy interpretacja, jakie wiadomości mogą uczynić szkodę Rzeczpospolitej; czy chodzi tylko o informacje tajne czy także niekorzystne dla władzy państwowej informacje jawne. W jeszcze większy gąszcz interpretacyjny możemy wpaść przy określeniu „udziału w działalności obcego wywiadu”.

Możemy być przekonani, że współcześnie bardziej niebezpieczne dla państwa są działania obcego wywiadu prowadzone za pomocą „agentów wpływu”. Uzyskanie w ten sposób korzystniejszej formy uchwalonych przez Sejm czy przyjętych przez Radę Ministrów przepisów prawnych, wpływ na specyfikację zamówienia towarów i usług służących obronności i tym podobne działania obcego wywiadu przynoszą wrogiemu państwu korzyści większe niż „wykradanie” tajnych informacji. Uzasadnione jest więc utrzymywanie szerokiego pojęcia „udziału w działaniach obcego wywiadu”, aby tego typu „agenturze wpływu” przeciwdziałać.

Skuteczność działań rzeczywistej „agentury wpływu” wymaga jednak działania pod przykryciem. Skutecznym agentem wpływu mógłby być wysoki urzędnik państwowy, deklarujący się jako prawdziwy patriota fundamentalnie antyrosyjski, który dzięki swojej pozycji doprowadzi do rzeczywistego osłabienia obronności państwa: odroczy wyposażenie armii w nowoczesny sprzęt lub doprowadzi do skłócenia z sojusznikami. Trudno, w takim ujęciu, nazwać skutecznym agentem wpływu polityka, nie mającego wpływu na sprawy państwa, publicznie deklarującego lojalność wobec Rosji i niechęć wobec sojuszy zachodnich.

Przyjmując różne interpretacje należy pamiętać, że szpiegostwo jak każde przestępstwo powinno być czynem popełnionym umyślnie. Szpieg powinien mieć świadomość, że działa na rzecz obcego wywiadu, na jego zlecenie przekazuje wiadomości lub prowadzi jakieś „akcje wpływu”. A także świadomie godzi się z tym, że tego typu działania wyrządzają szkodę Rzeczpospolitej. Pamiętać tu też należy, że nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. Wypada także zwrócić uwagę na motywację: czy sprawca otrzymał lub liczył na osobiste korzyści (nie koniecznie materialne) związane z prowadzonym działaniem.

Z powyższych względów, przy całej swojej osobistej niechęci do pana Piskorskiego, do jego działań i poglądów wątpię, by można było je określić jako świadomie popełniane przestępstwo szpiegostwa.

Nie istotne są osobiste, subiektywne odczucia. Przypomnijmy fundamentalne słowa imperatywu Kanta: postępuj tylko wedle takiej maksymy, co do której mógłbyś jednocześnie chcieć, aby stała się ona prawem powszechnym. Godząc się na uwięzienie Piskorskiego, zgadzamy się by prawem powszechnym była możliwość zamykania każdego przeciwnika prowadzonej przez rząd polityki zagranicznej; a tym samym na ograniczenie podstawowej wolności głoszenia własnych opinii.

Przyjmując za prawdę oczywistą, że niezbywalne prawa jednostki mają prymat nad wszelką suwerennością państwa (suwerenność ta ma sens, gdy broni i służy prawom swych obywateli), trudno zgodzić się z twierdzeniem o istnieniu dogmatów niepodważalnych chronionych przemocą przez służby jawne i tajne. Nawet jeśli zdecydowana większość z nas uzna przynależność do NATO za podstawową rację stanu; to takie przekonanie nie może zamykać ust krytykom. Twierdzenie, że krytykując NATO jest się sojusznikiem Putina jest równie prawdziwe jak określenie sympatyków NATO aliantami Obamy i Merkel. Podobnie dopuszczalne jest zaangażowanie pana Mateusza Piskorskiego w działania antyukraińskie (wsparcie aneksji Krymu, popieranie „separatystów”). Akceptujemy, a nawet szczycimy się aktywnością naszych polityków i ochotników w wspieranie rewolucji symbolizowanej kijowskim Majdanem. Była to jednak rewolta skierowana przeciw legalnie wybranemu prezydentowi i rządowi; a więc działanie, które można określić jaki antyukraińskie. Prawo nie może inaczej traktować rzeczy uznawanych subiektywnie za słuszne lub niesłuszne. Możliwy jest zakaz, wprowadzony droga ustawy, angażowanie się obywateli Polski w konflikty wewnętrzne w innych krajach (choć taki zakaz byłby nieprzestrzeganym absurdem); ale gdy takowego nie ma, nie można stosować sankcji karnych za wsparcie propagandowe „separatystów” z Doniecka czy Krymu.

Pozostaje pytanie najtrudniejsze, zwłaszcza gdy nie mamy dostępu do materiałów dowodowych: czy działalność Piskorskiego wynikała z pobudek niskich i była inspirowana przez obce służby wywiadowcze. Problem trudny, bo według współczesnych norm prawnych nie możemy takiego zarzutu postawić nawet historycznemu uosobieniu zdrajcy jakim był Szczęsny Potocki, inicjator konfederacji targowickiej. To nie Szczęsny Potocki był kupiony przez Katarzynę II; on sam z własnej kieszeni płacił łapówki dygnitarzom carskim, by owi zaangażowali się w obronę takiego ustroju Rzeczpospolitej, jaki magnat z Tulczyna uznawał za idealny.

Posługując się sformułowaniem „agentura wpływu”, zapominamy, że skuteczna polityka zagraniczna każdego państwa musi, różnymi metodami, kształtować opinię publiczną innych państw. Po to Polska utrzymuje Instytut im Adama Mickiewicza, po to wspiera różnorodne osobistości, środowiska, stowarzyszenia funkcjonujące w innych krajach. Nie wystarczy dziś mieć przyjaciół w rządach; trzeba ich szukać w mediach, na uniwersytetach, w organizacjach pozarządowych, wśród lokalnych autorytetów. Siła polityczna każdego państwa (nawet terrorystycznej organizacji tzw. Państwa Islamskiego) tworzona jest takimi metodami wpływu . Byłoby rzeczą bezsensowną a nawet szkodliwą wprowadzanie ograniczenia tego typu działań.

Jeżeli więc za normalne, naturalne i oczywiste uznajemy korzystanie z środków materialnych, uczestnictwo w spotkaniach i konferencjach, wyjazdy na stypendia fundowane przez Instytut Adenauera, to na jakiej podstawie prawnej mamy karać ludzi z korzystania pomocy podobnych instytutów i fundacji rosyjskich, chińskich czy irańskich.

W teorii cywilizowane państwa odrzuciły już anachroniczną zasadę retorsji (jeśli ty źle traktujesz naszych, to my równie źle potraktujemy twoich). W praktyce zdarzają się zachowania mające taki charakter. Trzeba więc powiedzieć, że aresztując Piskorskiego legitymizujemy i usprawiedliwiamy politykę Putina wobec opozycji i organizacji niezależnych. Piętnując działalność Zmiany w Polsce, ze zrozumieniem powinniśmy akceptować obowiązek wpisywania się na listę „agentów wpływu” każdej rosyjskiej organizacji korzystającej z wsparcia Fundacji Sorosa, Instytutu Adenauera czy Instytutu Adama Mickiewicza. Nie protestując przeciw zatrzymaniu Piskorskiego osłabiamy swoje moralne prawo upominania się o los naszego kolegi, represjonowanego za wywieszanie w Moskwie flagi ukraińskiej.

Nie istnieje jajko częściowo świeże; nie można jako wolności przedstawić prawa głoszenia jedynie słusznych poglądów. Każdy ma prawo wyboru własnej drogi w poszukiwaniu szczęścia. Dotyczy to w takim samym stopniu Piskorskiego jak i Kapsy. Jeżeli się odbiera to prawo Piskorskiemu to i Kapsa powinien liczyć się z represjami. Kapsa zatem w zrozumiałej trosce o własną skórę musi więc bronić Piskorskiego, choć go nie lubi, nie podziela jego poglądów, nie szanuje jego działań.

Taki jest prosty łańcuch logiki.

Dlatego wzywam: upomnijmy się o wolność dla Piskorskiego, by kiedyś ktoś mógł się upominać o naszą wolność.

 

Zdzisław Jankowski dołącza do listy poparcia Mateusza Piskorskiego

Cieszy nas niezmiernie, że pomimo niesprzyjających warunków politycznych jakie mamy dziś w Polsce, grono ludzi ceniących wolność i nie bojących się otwarcie jej bronić, sukcesywnie się poszerza. Jest nam niezwykle miło poinformować Państwa, że swoje poparcie dla Mateusza Piskorskiego wyraził Pan Zdzisław Jankowski (działacz związkowy, samorządowiec i poseł na Sejm IV kadencji).

Pan Zdzisław Jankowski wyraził w tej kwestii bardzo konkretnie:

„Zamykanie ludzi niewinnych do wiezienia, tak jak uczyniono z Mateuszem Piskorskim, jest jedną z najwyższych zbrodni rządzących i to kiedyś będzie rozliczone. Przyłączam się do wniosku o uwolnienie z bezprawnego aresztowania Mateusza Piskorskiego. Może ten nowy rok 2017 będzie dla niego szczęśliwy z powodu odzyskania bezprawnie ukradzionej wolności?”

 

Zdzisław Jankowski, poseł na Sejm IV kadencji, 1 stycznia 2017

Bożena Gaworska-Aleksandrowicz: „Dlaczego po drodze mi z Mateuszem Piskorskim”

Tekst podesłany przez Panią Bożenę Gaworską-Aleksandrowicz

Poznałam Mateusza gdy po obserwowanych przez Niego wyborach na Białorusi, został wywalony z pracy, za to, że odważył się mówić prawdę. Skąd wiem, że prawdę, ano stąd, że byłam na Białorusi, byłam w Mińsku, byłam, widziałam, rozmawiałam, znałam nastroje przed i po wyborach {ja tam byłam któryś już rok}, widziałam prowokację i akcję milicji i w pełni odpowiadało to wersji przedstawionej w raporcie przez Mateusza. Opisywałam sytuację, niestety, bez echa w mediach warszawskiej filii Białego Domu. Stąd z radością przyjęłam fakt nawiązania między Samoobroną, a Białą Rusią organizacją białoruską współpracy. Pamiętam pisałam wówczas artykuł o odwilży w stosunkach między naszymi krajami. Jakże się myliłam, nie miejsce by tu opowiadać. Niemniej gdy tylko przyjechałam do Polski postawiłam sobie za cel poznać Mateusza bliżej. I fakt z radością przyjęłam i organizowałam Jego wizytę w Tychach. Wiedziałam, że to wartość sama w sobie. Bo prawda jest wartością najcenniejszą, przynajmniej dla mnie. Dziś słyszałam Pana Prezydenta jak podnosił do rangi nieomal bohaterstwa niezłomność w głoszeniu prawdy. Nawet za cenę prześladowań. I ma Pan Duda rację, prawda to prawda, nie nasza, nie wasza, a obiektywna. I takim głosicielem obiektywnej prawdy jawił mi się Mateusz. A dalej już samo się potoczyło. Okazało się, że miłośników obiektywizmu, ale też ludzi szanujących nadrzędne prawa człowieka do godnego życia, do sprawiedliwego ich traktowania przy podziale dóbr wytwarzanych, do opieki zdrowotnej, do … do sprawiedliwości tak dziejowej jak społecznej jest niemało. Na tym fundamencie rodziła się ZMIANA. I pamiętam z jaką radością, entuzjazmem i nadzieją uczestniczyłam w tworzeniu Jej struktur. I pamiętam moją „spowiedź”. Dołączając do „spowiedzi” kolegi Sekretarza Generalnego ZMIANY dzielę się nią z Państwem, tak jak opublikowałam ją wówczas gdy ZMIANĘ zaczynaliśmy. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że nigdy nie byłam związana z żadną partią. Zawsze natomiast byłam społecznikiem, czyli głośno reagowałam na krzywdę, niesprawiedliwość, opryskliwość, butę i hipokryzję każdej władzy, a gdy zauważałam również KK {tu od razu informuję jestem osobą wierzącą} o czym śledzący moje publikacje doskonale wiedzą, tych zaś którzy nie znają zachęcam do zapoznania się. Dane mi było w mojej podróży przez życie poznać taki kraj jak Białoruś, a i to jak podle wykorzystuje się instrumentalnie mieszkających tam Polaków do celów brudnej polskiej polityki. Dane mi było przez 6 lat obserwować, ale również czynnie uczestniczyć w naszym polskim politycznym piekiełku tam na miejscu na Białorusi, bo tam wyeksportowały je tzw. elity z POPiS. I to właśnie te doświadczenia, które bogato dokumentuję, opisuję i próbuję od lat unaocznić i przebić się z informacją o nich do polskiej opinii publicznej, co oczywiście uniemożliwiają mi strażnicy mainstremowych mediów, ale co przedrukowują i publikują media niezależne skłoniły mnie do rezygnacji z drogi romantycznego „bohatera”, który samotnie przeciwstawia się złu i podłości świata. Szukałam ludzi, których, myślałam nie może brakować nawet w zgniłym świecie polityków i mediów. Owszem znajdowałam, wiele obiecywali i ci z SLD i ci z PSL, ba nawet spotykali się, korespondowali. Byli i tacy, którzy przyjeżdżali do białoruskiego Iwieńca, jak się okazało jedynie po to by znaleźć sobie tu, powiem wprost, fajną metę na letnie wycieczki. A ja żyłam tam, życiem zwykłych Białorusinów, razem z nimi siałam, zbierałam plony, uczestniczyłam w codziennych zmaganiach z rzeczywistością, a i z chorobami, a i odejściem bliskich, ślubami, pogrzebami. Poznałam ich, poznałam dobrze. Jako redaktor wydawanej na Białorusi gazety w języku polskim zjeździłam ten kraj wzdłuż i wszerz i proszę wierzcie mi nie jest to kraj jaki Wam przedstawiają polskie dyżurne szczekaczki propagandy wrogiej Białorusi. I przecież przyjeżdżałam też do Polski na urlop, wakacje, święta. Każdy kolejny przyjazd do Ojczyzny powodował szok. Bo to pewnie lepiej widać gdy się długo nieobecnym. Co zastawałam , ano smutnych zabieganych moich rodaków,znajomych, którzy nie mieli czasu by spotkać się, bo … bo gonić zmuszeni za chlebem biegali z roboty do roboty, a w tzw. międzyczasie kombinowali jak zainstalować dziecko w szkole bo to tyle kosztuje, jak dostać się do lekarza, jak wreszcie nie spalić się nerwowo i nie podpaść szefowi, mimo że drań, by nie wywalił na bruk. I wszystko to spowite blichtrem, ułudą i wszechobecną reklamą wszystkiego, dosłownie wszystkiego co w zasięgu ręki… byleś wcześniej odwiedził jeden z niezliczonej już ilości obcych banków.

Każdy przyjazd powodował kolejny szok. A to zmarł ktoś znajomy, bo… nie załapał się na leczenie wcześniej, po prostu nie doczekał kolejki, a innego córka wyjechała szukać pracy, czyjś syn właśnie pakuje walizki. Itd. itp. I wracałam tam na Białoruś gdzie i socjal, gdzie praca, rozmach architektoniczny, a i sektor prywatny, a i wolny rynek, a jednak gdzie stabilność i przewidywalność. I tylko ten „satrapa” co to satrapą jedynie dla zachodu, bo jedyny, który opiera się roztrwonić dobro narodowe, bo jedyny, który nie chce wpuścić obcego by okradał jego kraj i obywateli. I oto doświadczenia te wszystkie i obserwacje i to co dziś widzę, że dzieje się z państwem polskim, pomału już tylko z nazwy, skłoniły mnie do tego, by znajomości jakie przy okazji publikowania swoich spostrzeżeń w necie, przemienić w czyn. To prawda skrzyknęliśmy się tu i postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce. Czytam komentarze, śledzę nastroje społeczne widzę, że Polacy chcą zmian. Oglądam też z przerażeniem media i nadziwić się nie mogę, jak bardzo nowobogackość szkodzi na wrażliwość ludzką, co więcej jak bardzo sprzedajnym może być człowiek by zaprzeć się tożsamości, uczciwości, a choćby obiektywizmu i próbować tym zarazić innych dla marnej chwili bycia w centrum. Jak bardzo trzeba być wyzutym z piękna ludzkiej solidarności by zamieniać ją na solidarność z brzęczącą ułudą wszechmocy. Ileż się trzeba wreszcie nagimnastykować by ciągle tych samych kreować na zupełnie innych niż nimi są. Bo przecie nieustannie, ciągle od lat 25 proponuje się ich zamiany… miejscami. Nie mam przeszłości partyjnej, wręcz do tej pory brzydziłam się polityką, może przerośnie to moje oczekiwania, ale dziś wiem, że nic się nie dzieje samo. Dziś wiem, że nie na zamianach polega porządkowanie, tak jak sprzątanie nie polega na podmiataniu śmieci z kąta w kąt. Znaleźli się ludzie, może szaleńcy, czas pokaże. Szukaliśmy się i my już się znaleźliśmy. Chcemy ZMIANY, proponujemy ZMIANĘ !!! Czy zechce ktoś dołączyć do nas? Serdecznie zapraszam, zróbmy to razem . Nie jesteśmy skazani na dyżurnych z okienka tv zamieniających się miejscami. To nieprawda, że mamy wybór jedynie między tymi którzy od 25 lat zainstalowani obsadzają się sprytnie w rolach rządzących, opozycji, planktonu i zamieniają co kilka lat rolami. Zróbmy to razem, dołączcie do nas, zróbmy ZMIANĘ.